Witam w Podróżach Kosmetycznych!

Nazywam się Kasia Pętlak i jestem specjalistą kosmetologii. Od 10 lat prowadzę swój salon urody, wykonuję usługi i szkolę nowe kadry kosmetyczne. Podróże Kosmetyczne to nowe spojrzenie na pielęgnację kosmetyczną, wynik połączenia profesjonalnej wiedzy i doświadczenia z wielką pasją do poznawania świata i ludzi.

Kasia Pętlak, fragment wykładu pt. “PODRÓŻE KOSMETYCZNE CZYLI KOSMETYKA FUSION” 11.2018

Lubicie podróże?
Ja uwielbiam, ale nietypowe – po latach podróżowania już teraz wiem. Nie autokarowe wycieczki zorganizowane. Nie wczasy all inclusive. Nie wycieczki z plecakiem, niskim budżetem i tułaczką po schroniskach.
Najbardziej lubię takie wyprawy, które organizuję sama – wybieram sobie miejsca, które chcę odwiedzić i jadę tam tak po prostu. Nieważne gdzie to jest. Ma to być zgodne z nastrojem i moimi aktualnymi potrzebami. Trochę jakbym odwiedzała sąsiedzkie miasto, bez długich przygotowań – na luzie. Najlepiej zabookować lot i hotel i nic poza tym. I liczyć na niezapomniany spontan.

Uwielbiam włóczyć się ulicami obcych miast. Poznawać lokalnych mieszkańców, jeść w restauracjach nieznane potrawy. Jestem ostrożna, ale i otwarta na nowości. Ja po prostu je uwielbiam. Kiedyś wędrując z koleżankami po Rzymie, poznałyśmy chłopaka, który oprowadził nas po tym pięknym mieście nocą a wycieczkę zakończyłyśmy w lokalnej piekarni jedząc pyszne ciepłe wypieki o 4 nad ranem. Same na pewno byśmy tam nie dotarły.

Uważam, że podróżowanie to poszerzanie horyzontów. Nic nowego – wszyscy wiedzą, że podróże kształcą. Pasjonuje mnie poznawanie nowego: spotykanie ludzi, wymiana poglądów, rozmowy o sprawach ważnych i błahych, nowe doświadczenia, nowe doznania, widoki, nowe smaki. Dlatego kocham podróże. I te małe – w kraju i te dalekie – poza jego granicami. Zawsze można przeżyć jakąś przygodę. Ale czy uważam się za mega podróżnika? Wcale. Moje życie składa się bowiem jeszcze z wielu innych elementów.

Sporo świata jednak już zwiedziłam: byłam w Chinach w Szanghaju, Australii, Tajlandii, Dubaju, praktycznie całej Europie i najbardziej popularnych destynacjach wakacyjnych. Wiele miejsc jest jeszcze jednak przede mną i przyznam się, że lubię myśleć, że kiedyś tam dotrę. A moim największym marzeniem jest Japonia i Korea Południowa, zwłaszcza jej dziewicza wyspa Jeju będąca mekką takich surowców kosmetycznych jak kwiat lotosu, zielona herbata czy minerały wulkaniczne.

Wspomniałam już o lokalnym jedzeniu prawda? Uwielbiam zwiedzać świat również kulinarnie. Znam takich, co gdy wyjadą tęsknią za schabowym. Ja wcale. I pewnie dlatego znam termin kuchni fusion. Definicja tego typu kuchni jest taka: kuchnia fusion to łączenie tradycyjnych przepisów ze wszystkich zakątków świata w taki sposób, aby ostatecznie stworzyć ich nową kulinarną wariację. Tak jakby przywieźć składniki kulinarne z wszystkich podróży i wymyślać z nich nowe dania.

Kucharz łączy ze sobą i miesza składniki, smaki, sposoby przyrządzania, a na koniec – sposób podania. Wszystko po to by stworzyć nową, wyjątkową jakość.

Widzicie już analogię do kosmetyki? Pomysł na podróże kosmetyczne powstał co prawda kilka lat temu, ale dopiero niedawno udało mi się wprowadzić go w życie i… zaczęłam zwiedzać świat także kosmetycznie. Każda wyprawa to teraz pretekst do odwiedzin w lokalnym salonie urody, łaźni, spa, u fryzjera, czy na depilacji. Zdziwilibyście się jak bywa dziwnie!

W Szanghaju na przykład miałam najcudowniejszą wizytę u fryzjera. Nie dość, że miałam myte włosy zupełnie na leżąco i myjka nie wbijała mi się w kark to jeszcze na suficie była podwieszona prawdziwa galeria sztuki! Podczas wspaniałego masażu, podziwiałam więc piękne obrazy olejne (a jestem wrażliwa na sztukę). Następnie dostałam kawę na poziomie najlepszej kawiarni z piękną kompozycją z suszonych kwiatków przyklejoną do kubka. Potem… dostałam menu cięcia od mniej więcej 70 do 1200 zł. Z przerażeniem poprosiłam o podcięcie grzywki i końcówek za około 150 zł i dowiedziałam się, że to nie jest menu z zakresem usług, ale… za 70 zł całą fryzurę zrobi mi praktykant a za 1200 zł mistrz. Kto by się spodziewał takiego obrotu rzeczy? W Polsce menu fryzjerskie jest zupełnie inaczej skonstruowane. W efekcie mój mistrz miał level wyższy niż moje możliwości finansowe, ale tylko on mówił po angielsku i bardzo chciał mnie poznać. Wytuatuowany, przystojny chińczyk z warkoczem do pasa… Muszę przyznać, że to było bardzo miłe przeżycie. A po pół roku włosy nadal świetnie mi się układały a podczas analizy trychologicznej specjalista powiedział, że mam perfekcyjnie obcięte włosy. Zero rozdwojeń i każdy włos obcięty pod tym samym kątem… Po poł roku! Normalnie mam ochotę wrócić do Szanghaju, żeby jeszcze raz pójść do tego fryzjera.

Nie wspomniałam wam jeszcze, że z zawodu i wielkiej pasji jestem kosmetyczką. Fascynuje mnie więc obserwacja jak ludzie dbają o siebie również w innych kulturach. Jak jesteśmy czasem w tym względzie różni. Jak różne są kanony urody i zwyczaje urodowe, często przekazywane z pokolenia na pokolenie np. czy wiecie, że Francuzki od pokoleń nie używają wody do mycia twarzy? Kranówki podobno boją się jak diabeł święconej wody. Dlatego wymyślono płyn micelarny.

Azjatki natomiast panicznie boją się słońca. Najpiękniejsza jest dla nich biała i nieopalona skóra. Badania pokazują, że faktycznie promieniowanie uv jest bardzo szkodliwe dla naszej skóry. To co prawda zupełne przeciwieństwo śniadego ideału kobiety z Brazylii, ale w Europie śniade ciało jest również modne i uważane za sexi i zdrowe. Ciekawostka z tym związana jest taka, że kiedyś opalone były tylko europejki niskiego pochodzenia. Arystokratki zawsze chroniły się przed słońcem, nosząc rękawiczki i parasolki, będąc dumne ze swej jasnej cery. Modę za opaleniznę zapoczątkowała podobno piękna Coco Channel, która podczas jednej z erotycznych eskpad z kochankiem, zasnęła na jachcie na słońcu i się przez przypadek opaliła. To dopiero była influencerka – opalenizna jest modna do dziś choć jest niezdrowa i już prawie 50 lat upłynęło od jej śmierci.

Inne przeciwieństwo:
Koreanki wymyśliły i praktykują 10.etapowy rytuał oczyszczania twarzy przed snem i pragną ponad wszystko byc mlecznobiałe a kobiety z plemienia Himba z Namibii smarują się codziennie lepką substancją o nazwie Otjize tak, że ich skóra i włosy są zawsze nią pokryte, są cale czerwone i daleko im do czystości. Najdziwniejsze jednak jest to, że i jedne i drugie są piękne.

Nie da się ukryć, że jesteśmy bardzo różni. Jedno jednak nas łączy. Wszyscy chcemy być atrakcyjni. I to jest wspólne dla wszystkich ludzi. Są różne kanony urody jednak wszędzie istnieją tradycyjne i nowoczesne sposoby dbania o urodę. Wszędzie istnieją profesjonaliści, którzy poświęcają temu swoje życie. Wreszcie wszędzie istnieją lokalne surowce, które temu służą.

A więc czym jest kosmetyka fusion? To połączenie wszystkich najlepszych praktyk, rytuałów i surowców kosmetycznych tak, aby uzyskać jak najlepszy efekt kosmetyczny. Tak jak w kuchni fusion: łączymy elementy pochodzące z różnych części świata po to, aby uzyskać ich nową wariację.

Kosmetyka fusion to więc taka kosmetyka, która czerpie najlepsze inspiracje urodowe z całego świata a jej celem jest sprawić, że nasza skóra będzie piękna i zdrowa. Nie jest ważne z którego miejsca na ziemi jesteśmy. To może być zarówno kosmetyka domowa jak i profesjonalna.

Ale… zarówno w kuchni fusion jak i w kosmetyce fusion, trzeba mieć dużą wiedzę – przede wszystkim gdzie znaleźć najlepsze składniki. Po drugie: jak je ze sobą łączyć, żeby nasza mieszanka była skuteczna. Nasza skóra bowiem to nie pole eksperymentalne i mimo iż każdy z nas takich eksperymentów przeprowadził już sporo w swoim życiu, to każdy niewłaściwy ruch może pozostawić niechciany ślad w postaci: zmarszczki, przebarwienia, blizny.

Na pewno macie świadomość, że istnieje tak samo wiele teorii na temat pielęgnacji jak teorii na temat właściwej diety.

Często nie wiemy, którą metodę wybrać? Którą drogą podążyć? Ja sama pomimo zawodu zaliczyłam wiele wtop kosmetycznych. Odwieczne pytanie, czy myć twarz wodą czy nie. Czy oczyszczać skórę po nocy? Albo czy codzienny makijaż jest zdrowy czy wręcz przeciwnie? Każdy z nas ma pewnie i własne doświadczenia i własne zdanie na ten temat. Ryzykownym jest przyjmować jedną teorię kosmetyczną jako dogmat ponieważ branża ta stale się rozwija.

A tak z innej beczki. Nie sądzicie, że praktycznie każda marka kosmetyczna powinna reprezentować podejście fusion?
Specjaliści od składów – technolodzy kosmetyczni powinni poszukiwać surowców i substancji aktywnych po całym świecie, co w warunkach globalnego handlu nie jest już takie trudne i łączyć je ze sobą w superskuteczne receptury. Tylko… co dla jednej osoby jest super skuteczne, dla drugiej wcale takie nie będzie. Jak myślicie dlaczego?

Dlatego, że jesteśmy różni. Mamy różne cery i inne rzeczy są dla nas odpowiednie. I wcale nie jest tak, że powinniśmy stosować tylko lokalne surowce ponieważ tutaj się urodziliśmy. Powinniśmy stosować to, co dla nas najlepsze. Nieważne skąd to coś pochodzi.

I dlatego powstaje książka Kosmetyka Fusion. Będę oprowadzać was po surowcach kosmetycznych z całego świata i wskazywać, czy się dla was nadają czy nie. Opowiem wam na pytanie, czy faktycznie biały i drobny piasek z bali jest najlepszą dla was formą peelingu, czy może istnieje lepsza. Czy powinniście stosować olej ze słodkich migdałów czy może z orzechów makadamia?

To będzie kolejny przewodnik po pielęgnacji kosmetycznej. Tym razem uniwersalny i skuteczny. Coś co przyda się każdemu – zwykłemu śmiertelnikowi oraz kosmetologowi. I młodemu i staremu. I takiemu, kto ma problemy z pielęgnacją cery i takiemu, który chce utrzymać jej dobrostan i homeostazę.