Czarna gwiazda: lukrecja

Pięknie się nazywa a smakuje tak specyficznie, że jedni ją kochają a inni wręcz nienawidzą – nie ma nic pomiędzy, wobec lukrecji po prostu nie da się być obojętnym. I choć nazwa jest zapewne wam znana, albo chociaż zasłyszana, to mało osób zna ten smak. A jest inny niż wszystko inne, no może troszeczkę podobny do anyżu.

Lukrecja jest kilkadziesiąt razy bardziej słodka od cukru, czarna jak smoła i ma szereg właściwości leczniczych. Pobudza krążenie krwi, co czyni ją nawet afrodyzjakiem. Zawarte w niej substancje pomagają w walce z drobnoustrojami, zatrzymują wodę nawilżając komórki, wspomagają trawienie i mają działanie antyalergiczne.

Jest to gwiazda przemysłu cukierniczego, alkoholowego, zielarskiego i kosmetycznego oczywiście również.

Lukrecja jako słona słodycz jest niezmiernie popularna w krajach skandynawskich i choć próbowałam jej już wcześniej i w Polsce i w Szwecji, to dopiero na Islandii ją pokochałam. Zwłaszcza w połączeniu z gorzką czekoladą. Na początku ostrożnie, teraz muszę przyznać, że uwielbiam ten niebagatelny smak. A anyżu nadal nie lubię 😉

Lukrecja jako składnik kosmetyków walczy głównie z drobnoustrojami i nawilża, ale stosuje się ją także jako remedium na łuszczycę i zmiany alergiczne skóry. Jako, że przyspiesza krążenie oraz wspomaga metabolizm, sprawdza się również w walce z odkładaniem się tłuszczu i cellulitem. Czyli naprawdę istnieje taka słodycz, która odchudza i do tego jest naturalna!

Image by martaposemuckel from Pixabay